Anita Odachowska
|
Odachowska-Mazurek Redaktor naczelna Wiadomości Świdnickich. Dziennikarz. |
Lekcja wagarowaniaMoja córka przekonywała mnie dzisiaj przez cały dzień, że skoro jutro jest dzień wagarowicza, to ona w majestacie prawa może nie iść do szkoły. Nie żeby nie lubiła szkoły. Moja córka po prostu lubi "akcje', tzn. jak się coś dzieje. Muszę się jednak pochwalić, że pod koniec dnia wygrałam tę dziwną batalię, przy okazji będąc w domu okrzykniętą kujonem, który uwielbiał dzień wagarowicza za to, że można było się do szkoły dziwnie ubrać i zamienić z nauczycielem miejscami. Nie słyszę, by dziś ktokolwiek kultywował te nasze dawne szkolne tradycje (będzie mi miło, jeśli jakaś szkoła udowodni mi, że jestem w błędzie). I myślę, że to smutne. Bo co to za radość, jeśli w pierwszy dzień wiosny możesz sobie po prostu nie iść do szkoły, a rodzic napisze Ci usprawiedliwienie i ono zostanie uznane przez wychowawcę? Co to za radość, jeśli ten dzień będzie jak każdy inny wolny dzień i niczym nie będzie się od niego różnił? Co to za radość, jeśli tych wagarów nie zrobisz sobie wspólnie z kolegami z klasy? Kto potem będzie to z Tobą wspominał?... Chyba te argumenty przekonały moje dziecko. Pod koniec dnia córeńka moja uznała, że rano jednak idzie do szkoły. I dobrze. Nie musiałam jej dzięki temu opowiadać, jak w pewnego dnia w liceum (wcale nie w dzień wagarowicza) postanowiliśmy całą klasą pójść na wagary z dwóch lekcji łaciny (z której notabene byłam świetna, więc nie miałam takiej potrzeby), a w dodatku odwiedzić naszą chorą wychowawczynię w domu... Oj, działo się, działo! A dziś jest co wspominać. Właśnie dlatego, że było to niezaplanowane, a potem w dzienniku widniał wpis "nieobecność nieusprawiedliwiona". No i ta rozmowa z dyrektorem... "Odachowska, po tobie się tego nie spodziewałem!..." Bezcenne :) Fajnie jest czasem coś nabroić. Ważne jednak, żeby tego absolutnie nie planować. Mam nadzieję, że moja córka zrozumiała dzisiejszą lekcję wagarowania. Dodaj komentarz
Galeria - los lubi ironięNo i mamy ją. Galerię znaczy. Pal sześć galerię! Mamy Cinema, i to 3D! Zanim do meritum przejdę, parę rzeczy trzeba przypomnieć, żeby piersi do orderów przypadkiem nie wypinały niewłaściwe osoby. Otóż. W 2000 roku świdniccy radni głowili się nad tym, czy na terenie, na którym dzisiaj stoi galeria, dopuścić w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego handel wielkopowierzchniowy. O Tesco wówczas nikt nawet nie myślał. Mieliśmy sobie Intermarche i to zasadniczo musiało nam wystarczać, bo Biedronka, o ile dobrze pamiętam, była jedna, a królowymi marketów były Opolanka i Jaskółka (dziś obie to EKO). Kto chciał, wypuszczał się za miasto na większe zakupy. Robili to szczególnie ci, którzy liznęli trochę zachodniego stylu życia i wiedzieli, że bardziej się opłaca raz a dobrze się obkupić korzystająć z licznych weekendowych promocji. Ale wróćmy do tych radnych i tego planu. Otóż radni w zupełnie innej konfiguracji zasiadali na sali narad (zresztą umiejscowionej w obecnym Urzędzie Miejskim, ale nie Urzędzie Stanu Cywilnego, tylko w dość ciasnych pomieszczeniach głównego magistratu). Władzę dzierżyła koalicja SLD - Unia Wolności (dziś już nieistniejąca, ale mająca swoich następców wielu m.in. w dzisiejszej Platformie Obywatelskiej), a opozycję tworzyła Akcja Wyborcza Solidarność. Były to zatem role (jeśli spojrzeć na personalia) zupełnie odwrócone w stosunku do dzisiejszych. W opozycji byli bowiem m.in. obecny zastępca prezydenta Ireneusz Pałac (był szefem klubu koalicyjnego), obecny prezes ŚPWiK Jacek Sochacki, obecny dyrektor Miejskiego Zarządu Nieruchomości Eugeniusz Grzesik i obecny radca prawny urzędu Tadeusz Zawadzki. Kiedy pojawiła się "groźba" powstania w mieście pierwszego hipermarketu (choć pewnie wszyscy dziś myślą, że od początku miało być Tesco), ci właśnie opozycyjni radni wstrzelili się w "Hiperprotest" (tak brzmiał tytuł na jednej z grudniowych okładek "Wiadomości Świdnickich" w 2000 roku; tak też nazywał się protest lokalnych małych kupców i drobnych przedsiębiorców przeciwko handlowi wielkopowierzchniowemu). Pisząc "wstrzelili się" mam na myśli to, że wsparli go na tyle mocno, iż doprowadzili do debaty (pamiętam, że odbyła się w Klubie Bolko z obawy o brak miejsc na maleńkiej wówczas sali narad), podczas której bronili racji przedsiębiorców. Los, jak widać, lubi ironię. Bo to właśnie ludzie tamtej opozycji w 2004 roku przecinali wstęgę otwierając pierwszy w mieście hipermarket - Tesco. I to ludzie tamtej opozycji dwa lata temu dopuścili na ulicy Westerplatte, w miejscu dzisiejszej Galerii Świdnickiej, handel wielkopowierzchniowy. A dzisiaj - to oni przecinali wstęgi. Bez słowa o tym, że kiedyś byli temu wszystkiemu przeciwni. Wróćmy jeszcze do meritum, czyli do galerii. Ja się cieszę niezmiernie, że ją mamy. Ale w pierwszym dniu jej otwarcia dla klientów już ją zdradziłam. Nie byłam na otwarciu żadnej galerii, więc być może piszę o czymś, co wszędzie wygląda tak samo. Ale napisać muszę. Coś mi każe. Otóż. Obiecałam córce, że ją tam zabiorę jak tylko otworzą. Wiedziała, że mama ciągle o galerii gada, ciągle pisze, leci tam na materiał, więc musiałam. A poza tym trzeba jej było kupić buty na wiosnę. Więc wybraliśmy się dzisiaj całą rodziną koło 17.00 i trafiliśmy na... wiejski festyn, a właściwie - nie umniejszając wiejskim festynom - na chamski festyn. W sklepach jeszcze jako-tako. Ale w części jadalnej, pod sceną... Dobre słowo to "masakra". Dziesięcioro nastolatków siedzi, a właściwie gnieździ się przy jednym stoliku pijąc jedną małą butelkę coli. Obok wielopokoleniowa rodzina okupuje dwa złączone stoliki, próbując ujarzmić rozwrzeszczane dzieci (nie żebym miała coś przeciwko dzieciom). Stolik dalej młoda para próbuje coś zjeść i patrząc na nią podziwiam ich, że mają tyle samozaparcia i cierpliwości. Kolejne spojrzenie - na lady restauracyjne. Oblegane. Gdzie ci ludzie mieli zamiar jeść? W powietrzu? To wszystko ta scena - super, że jest. Ale zrobiła ze świeżo otwartej galerii chamski festyn. Dla właściciela to świetna sprawa, chociaż ile jest utargu z jednej coli pitej przez godzinę? Mam więc nadzieję, że jak się to wszystko przewali, ten szał pierwszych dni, to będę do naszej świdnickiej galerii mogła iść nie tylko do kina, ale też po prostu na zakupy. Albo coś szybko zjeść. Bo jeśli nie, to znów zdradzę ją z Victorią. Tak jak dzisiaj. WieżaMam okno z widokiem na wieżę. I znów obiecuję sobie, że będę bardziej regularnie pisać. No bo wieża to okazja. Inspiracja. Siedzi człowiek i patrzy przez okno, a tu jakiś nowy element. Choć widziałam, że ją budują, i już od pewnego czasu wyrastała ponad dachy śródrynkowego bloku, to jednak udekorowana hełmami prezentuje się jakoś tak... bardziej prawdziwie. Zrozumiałam to, kiedy wczoraj jechałam ulicą Długą do domu i nagle mój wzrok przykuł element, którego na tym codziennym obrazku nie było. Właśnie hełmy, które zwieńczyły wieżę. W tym miejscu - żeby nie zostało to zapomniane - przypomnieć trzeba, że największym orędownikiem odbudowy wieży wśród obecnych władz miasta jest Waldemar Skórski, zastępca prezydenta. Swego czasu na łamach "Wiadomości Świdnickich" zachęcał nas wszystkich do dyskusji nad formą jej odbudowy. Jest na pewno inna. Nie jest hologramem ani szklanym strzelistym domem. Ale jest piękna. Czyż nie? McWieśniaki, czyli życie z drugiej stronyKiedy moja córka chodziła do przedszkola, pewnego dnia miałam rozmowę z jej wychowawczynią, podczas której dowiedziałam się, że... moje dziecko odpycha inne dzieci. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przedszkolanka powiedziała: "Ja się jej nie dziwię. Ja bym też nie wytrzymała, gdybym weszła do pracy, a wianuszek moich koleżanek okrążyłby mnie tak, że nie mogłabym oddychać". Problem tkwił w tym, że moja córcia była (i nadal jest) bardzo lubiana. Będąc dzieckiem miałam to samo. Dziwną sprawą, której nie mogłam w życiu zrozumieć (i nadal nie rozumiem), były na przykład kłótnie starszych koleżanek na koloniach... o mnie, o to, która ma ze mną iść w parze, bawić się itd. Podobnie było na przykład wtedy, kiedy byłam harcerką. Pomyślałam o tym, bo dziś nareszcie mam wrogów. I nawet się z tego cieszę, bo to znaczy, że jestem JAKAŚ. Mój pierwszy w życiu szef miał taką dewizę, że nieważne, jak o Tobie mówią, ważne, żeby w ogóle mówili. Nigdy tego nie rozumiałam do końca (podobnie jak tej sympatii koleżanek), ale teraz powoli zaczynam łapać. Nie jestem tylko pewna, czy chcę, żeby o mnie mówiono. Szczególnie gdy robią to ludzie, którzy nie mają pojęcia o mnie samej i o moim życiu, a atakują mnie nie zawodowo, tylko personalnie. Podobno prof. Miodek zniechęca do nazywania ludzi burakami, bo przecież 90 proc. społeczeństwa wywodzi się ze wsi. Mam jednak własną nazwę na takie postacie. I tu kolejna anegdotka. Kiedyś Mc Donald's wprowadził nową "kanapkę", którą nazwał Wieś Mac (bo był z boczkiem i cebulą czy czymś tam - znaczy po wiejsku). Jeden z moich znajomych raz pomylił się i gdy szliśmy (co się rzadko zdarza, ale jednak) zjeść coś z McDonalda, powiedział: "Ja biorę McWieśniaka". Nic dodać, nic ująć. Mam po prostu do czynienia z McWieśniakami.
|
- I tyle
- Wstyd
- MałyszoOMAMIA
- Krzysiek miał inne plany
- Uroki dorastania
- Niezły cyrk
- Klaunowej wojnie mówię stanowcze NIE!
- Prace sezonowe
- Radni jadą na dopalaczach
- Pomnikomania
- Niełatwa sytuacja 2
- Niełatwa sytuacja
- Coming out
- Nauczka
- Pan Andrzej
- Życie wokół
- Zbieranie podpisów
- Przekleństwo głodu
- Pracoholicy
- Za pięć dwunasta...
- Z wieży siusianie
Śladami nauk Jana Pawła II
ŚWIDNICA. Odchodzą od wystaw i nadal podążają za nauką Jana Pawła II. Co roku głębiej i głębiej. Organizatorzy siódmych już Dni Papieskich poświęconych Papieżowi-Polakowi zapraszają świdniczan i nie tylko, by wraz z nimi zgłębiali spuściznę błogosławionego patrona Świdnicy. Tegoroczne Dni rozpoczną się 18 maja i potrwają do 21 maja.
- Reklama
- Redakcja
- e-wydanie
- Prenumerata

|
Najnowszy numer Już teraz możesz przeczytać aktualne, pełne wydanie Wiadomości Świdnickich klikając tu. |
























